Znak towarowy to problem nie tylko w biznesie (case SCP Foundation)

On 10/06/2020 by admin in Blog

Bezpieczeństwo marki jest niesamowicie istotne dla większości przedsiębiorców, ale nie tylko dla nich. Fundacje, stowarzyszenia i inne organizacje, a nawet nieformalne społeczności, często używają różnych oznaczeń, które stają się rozpoznawalne, a przez to – wartościowe. A to, co wartościowe, może kusić innych, by to przejąć lub przynajmniej jakoś na tym zarobić.

W ostatnim czasie stało się tak w przypadku społeczności internetowej SCP, która spopularyzowała pewne oznaczenie. Znak ten z kolei spróbował zastrzec dla siebie jeden z członków społeczności, co mogłoby m.in. uniemożliwić innym osobom komercyjne jego wykorzystanie, a także (to już mniej pewne) wpłynąć nawet na użycie niekomercyjne.

Swoje oznaczenia chronią zazwyczaj przede wszystkim przedsiębiorcy.

Czasem robią to także bardziej znane NGOsy czy osoby publiczne, aby uniknąć ryzyka żerowania na ich marce przez przedsiębiorców, którzy chcieliby „podczepić” się pod ich dobre imię i rozpoznawalność. 

Jakiś czas temu problem ze znakiem towarowym przydarzył się jednak również społeczności internetowej, której jeden z członków postanowił nie tylko zarobić na jej popularności, ale także uniemożliwić to innym osobom. Chodzi o społeczność SCP Foundation*.

Ta sytuacja pokazuje, jak ważne jest zabezpieczenie oznaczenia, którego się używa – nawet jeżeli rejestracja znaku towarowego** może wydawać się niepotrzebnym wydatkiem, przydatne jest przynajmniej przemyślenie, co by się stało w razie, gdyby nasz znak został „zaatakowany”.

Czym jest SCP?

SCP to tzw. „collaborative fiction”, a więc pewna „historia” czy „opowieść” tworzona przez wiele osób. Taka forma istnieje od dawna, w różnych odmianach (najczęstszą są po prostu wspólnie pisane powieści). 

W przypadku SCP poszczególne elementy „opowieści” mają swoich autorów (lub współautorów)***. W przypadku SCP te elementy to przede wszystkim opisy obiektów, osób, zjawisk itd., które mają cechy „nienaturalne” (kolokwialnie „sprzeczne z prawami fizyki”), które w formie wpisów do „rejestru” określają sposób utrzymania danego zjawiska w tajemnicy przez „tytułową” Fundację SCP. Obecnie wpisów jest ponad 5 tysięcy.

SCP tworzone jest w Internecie, na stronie opartej o zasady podobne do Wikipedii (generalnie każdy może edytować prawie wszystko, przy czym zespół administratorów i moderatorów ma zapobiegać wandalizmom). Znajdują się na niej też powiązane z tym światem opowiadania.

SCP nie ma typowego redaktora, który czuwałby nad całym światem (taką rolę pełni np. George R.R. Martin w świecie Dzikich Kart, czy redaktorzy naczelni dla światów komiksów Marvela i DC). O ewentualnym usunięciu ze strony treści decyduje społeczność (mniej lub bardziej demokratycznie).

Zawartość strony udostępniana jest na zasadzie licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0.

Po co ktoś w ogóle próbowałby „zawłaszczać” taką nazwę?

SCP uzyskało pewną popularność w Internecie i stworzono kilkanaście wersji językowych (tak jak w przypadku Wikipedii wersja polska powstała wcześnie i jej użytkownicy są dość aktywni).

Fani tworzą na podstawie wspólnie stworzonego świata gry komputerowe, grafiki, a nawet sztukę teatralną.

Portal posiada swoje logo, które wykorzystywane jest też często w twórczości miłośników – w grafikach, grach, filmach itd. Zawartość strony ma więc pewną wartość komercyjną. Sprzedawane są np. koszulki i inne gadżety z logo SCP, grafiki inspirowane światem, a inna twórczość może być źródłem zarobków np. na YouTube czy poprzez Patreon.

Problem prawny?

Skąd jednak problem prawny w społeczności, która generalnie umówiła się, że wszystko jest wspólne? Stąd, że ktoś uznał, że jednak pewien element świata SCP chciałby mieć na własność.

Pewien członek społeczności mieszkający w Rosji, który tworzył grafiki i sprzedawał gadżety oparte o świat SCP, złożył wniosek o rejestrację znaku towarowego obejmującego samo logo oraz słowa „SCP Foundation Secure Contain Protect”****.

Wniosek obejmował ochronę na terenie Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (Rosja, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Armenia).

Reakcja

Odpowiedź społeczności jest bardzo zdecydowana (i nie zawsze nadająca się do cytowania), a wsparcia udzielił jej m.in. znany youtuber. Społeczność powołuje się na warunki licencji oraz to, że zgłaszający nie jest twórcą oznaczenia ani też nie ma praw do powiązanej z nią twórczości (w szczególności tekstów, w tym opublikowanych na stronie rosyjskiej oraz w innych wersjach językowych).

Problem polega na tym, że trudno jest wskazać konkretną osobę, która tym twórcą jest. W większości przypadków, gdy ktoś chce blokować rejestrację cudzego znaku towarowego, to musi wykazać się jakimiś uprawnieniami do niego i wskazać konkretny podmiot, który jest jego właścicielem. W opisanej sytuacji sama grafika pochodzi podobno z puli gotowych grafik i trudno jest określić, kto pierwszy użył jej w ramach SCP oraz kto wymyślił skrót SCP i jego rozwinięcie.

Wnioski

Nie chcę tutaj oceniać całej sprawy, ponieważ wszystko opiera się na informacjach publikowanych głównie przez samych członków społeczności. Sprawa prowadzona jest też w jurysdykcji, której zasad nie znam.

Wnioski, jakie można wyciągnąć z zaistniałej sytuacji są jednak następujące:

– tzw. trollingiem w zakresie własności intelektualnej (niezależnie czy tę sprawę można tak nazwać) zagrożone mogą być nie tylko firmy, ale także NGOsy, czy właśnie społeczności, jeżeli tylko wykorzystują jakąś konkretną nazwę, symbol itd.;

– im mniej formalnie działa społeczność, tym większe ryzyko, że nie będzie wiadomo, komu przysługują prawa, a więc kto mógłby formalnie wystąpić przeciwko takim działaniom;

– świadomość społeczności i poczucie pewnej sprawiedliwości może nie być spójne z tym, jak prawo podchodzi do danej kwestii, a w szczególności z formalnymi wymogami podjęcia działań prawnych.

Podobna sytuacja mogłaby dotknąć np. organizację, której ktoś stworzył logo, ale nie da się zbyt łatwo ustalić, kto. Nie może więc ona wykazać swoich praw, innych niż wynikające z samego faktu używania oznaczenia.

Zapytany więc, jak można zapobiec takiej sytuacji, odpowiedziałbym, że warto: 

  1. jeżeli w danej sytuacji ma to jakikolwiek sens, to sformalizować zasady działania grupy i wyraźnie określić jej struktury;
  2. jak najwcześniej zlokalizować twórców poszczególnych elementów identyfikacji społeczności i zawrzeć z nimi odpowiednie umowy (w warunkach polskich, najlepiej pisemne);
  3. zarejestrować znak towarowy w jak najbardziej podstawowej formie (test + logo);
  4. co pewien czas sprawdzać w ogólnodostępnych, darmowych bazach, czy ktoś nie próbuje zarejestrować oznaczenia podobnego do naszego. 

Jeżeli masz wątpliwość, czy Twoją nazwę lub logo można chronić lub uważasz, że tworzona przez Ciebie społeczność wymaga już sformalizowania zasad jej działania – odezwij się do nas.

 

* Skrót oznacza „Special Containmnet Procedure” lub “Secure Contain Protect”.

** Formalnie – uzyskanie prawa ochronnego na znak towarowy – ponieważ jednak wszyscy używają tego mniej poprawnego określenia, zostanę przy nim, żeby się łatwiej czytało.

*** Gdyby więc patrzeć na definicje z Wikipedii, to można by się zastanowić, czy to „collaborative fiction” czy „shared universe”, ale to nie jest aż tak istotne.

**** Gdyby uznać, że „logiem” jest całe rejestrowane oznaczenie, to sam element czysto graficzny poprawnie należałoby pewnie nazwać „sygnetem” takiego logo.

 

Jan Marczyński, radca prawny